Nowy redaktor naczelny

     ...Prowincjał warszawskiej Prowincji Zakonu Braci Mniejszych Kapucynów Brat Łukasz Woźniak powołał - 20 listopada 2019 roku - na stanowisko dyrektora zakroczymskiego Ośrodka Apostolstwa Trzeźwości Brata Mariusza Zacharkiewicza, który przez sześć lat pracował na misji w Gabonie. Pomyślałem sobie, że zanim nowomianowany szef OAT - i jednocześnie redaktor naczelny TB - "rozkręci się" w Ośrodkowej pracy i przeprowadzę z nim rozmowę na temat jego przyszłych projektów, warto przekazać czytelnikom garść informacji o jego pobycie na Czarnym Lądzie...

Tadeusz Pulcyn - zastępca dyrektora naczelnego TB

Więcej o Br. Mariuszu i jego pracy misyjnej na stronach 34 - 35 nr 1/2020

Droga do pełnej radości życia

 

Z BRATEM MARIUSZEM ZACHARKIEWICZEM OFMCAP – DYREKTOREM OŚRODKA APOSTOLSTWA TRZEŹWOŚCI W ZAKROCZYMIU I REDAKTOREM NACZELNYM „TRZEŹWYMI BĄDŹCIE” – ROZMAWIA DANUTA ŁUGOWSKA OV. 

 

Rozpoczynam rozmowę z Bratem Mariuszem i myślę sobie, że jesteśmy w podobnej sytuacji. Mariusz dopiero od kilku miesięcy pełni swoją funkcję dyrektora i redaktora, a ja debiutuję jako członkini redakcji TB.


Moje pierwsze pytanie: Jak to było Mariuszu – Bracie we wspólnocie Kapucynów – z Twoim powołaniem? W końcu gdyby nie historia Twojej drogi z Bogiem, nie byłoby Twojej posługi w OAT.

Jeśli chodzi o powołanie zakonne, wszystko zaczęło się na pielgrzymce z Zielonej Góry, skąd pochodzę, do Częstochowy. Wtedy miałem 17 lat, no i sobie szedłem – nazwijmy to – trochę zbuntowany wobec świata. Wtedy nasza pielgrzymka łączyła się z gorzowską. Szli w niej m.in. kapucyni z Gorzowa. I w jakimś kościele, na postoju, trafiło do moich rąk kapucyńskie czasopismo, w którym przeczytałem z zaciekawieniem artykuł o bł. Honoracie Koźmińskim z Zakroczymia.


Co Cię w tej postaci zafascynowało?
Wszystko. Przeżyłem wtedy rewolucję myślową. Jak się ma 17 lat to pojawia się chęć „gwiazdorzenia”, zaistnienia na licznych obszarach życia. A tam wyczytałem, że o. Honorat spędził w Zakroczymiu 30 lat i tu przede wszystkim spowiadał, a potem był w Nowym Mieście nad Pilicą i tam też przez 30 lat przede wszystkim spowiadał. I z tej jego posługi duszpasterskiej zrodziły się wspaniałe owoce. Uzmysłowiłem sobie wtedy, że nie muszę robić wielkich rzeczy, żeby się zrealizować. Mogę robić proste, małe rzeczy, ale w łączności z Panem Bogiem. Potem, gdy czytałem świadectwa znanych artystów, literatów, którzy korzystali ze spowiedzi u o. Honorata i zawdzięczają mu powrót do Boga, uświadomiłem sobie: Siedział latami w jednym miejscu, a diametralnie zmienił, uzdrowił życie tak wielu osobom. Zrozumiałem, że nie muszę błyszczeć w świecie, nie muszę świecić wśród ludzi, żeby być dla nich kimś ważnym, potrzebnym. Wystarczy, że będę w relacji z Panem Bogiem i On będzie świecić w moim sercu, a ja będę miał z tego satysfakcję.


Zaskakujące jest dla mnie to że, spowiadanie traktowałeś jako „coś małego”. Tymczasem spowiedzi w Zakroczymiu do dziś w sposób spektakularny zmieniają spowiadającym się uczestnikom spotkań w OAT bieg życia.
No tak, ale ja wtedy nie wiedziałem w zasadzie, czym jest spowiedź od strony spowiednika. Dopiero teraz widzę, że robię to, co robił o. Honorat. Wszyscy – duszpasterze OAT – dużo spowiadamy. I często na naszych oczach ludzie po spowiedzi – po dwudziestu, trzydziestu, czterdziestu latach – odkrywają Boga na nowo, wracają do Chrystusa, do Jego Ewangelii.

 

Jakie wydarzenie w Twoim dotychczasowym życiu kapłańskim i zakonnym uznajesz za bardzo istotne?
Myślę, że takim wydarzeniem, na które zresztą nie miałem wpływu, jest to, że zaraz po święceniach kapłańskich w 2007 roku znalazłem się w Zakroczymiu. To była moja pierwsza placówka i – jak to się mówi w żargonie kapłańskim czy zakonnym – „pierwsza miłość”. Byłem tu właściwie cztery lata, bo w grudniu 2010 roku wyjechałem stąd na misje do Gabonu. Tam byłem sześć lat i tam też pracowałem z osobami uzależnionymi od substancji psychoaktywnych; zwłaszcza Gabończycy, którzy mieli problemy z używaniem alkoholu, byli przez współbraci do mnie odsyłani. Bracia wiedzieli, że pracowałem w OAT i że tak zwane problemy alkoholowe nie są mi obce. Nawet podjąłem próbę założenia grupy AA w Gabonie. Nawiązałem kontakty z alkoholikami z Belgii i Francji w tej sprawie. Niestety, nic nam z tego nie wyszło, bo przedstawiciele tamtejszych wspólnot, którzy mieli nieść posłanie braciom w Afryce, przestraszyli się panującej tam wówczas epidemii Eboli i innych chorób. No a później wróciłem z misji do Polski i przez rok byłem w naszym klasztorze w Serpelicach nad Bugiem. A potem znów znalazłem się w OAT. Wróciłem tu, bo sam tego chciałem...

Dalszy ciąg wywiadu z Br. Mariuszem w kolejnym (2/2020) numerze TB

pobrane.jpg
logo OAT big.jpg
npz_logo.jpg