020A1090.jpg
JESIENNO-ZIMOWE KLIMATY

EGZAMIN Z ŻYCIA

   Pan Bóg pozwolił nam celebrować kolejną Uroczystość Bożego Narodzenia. Znów pojawiły się choinki, zapach świątecznych potraw, prezenty i ogrom życzeń. Znów rozbrzmiewają – cały rok wyczekiwane – kolędy, których słowa są prostymi i pięknymi katechezami. Autorzy tych pieśni uchwycili tajemnicę niezwykłej nocy. Śpiewamy m.in.:
   Bóg się rodzi, moc truchleje,
   Pan niebiosów obnażony.
   Ogień krzepnie, blask ciemnieje,
   Ma granice – Nieskończony

   Wzgardzony – okryty chwałą,
   Śmiertelny król nad wiekami.
   A Słowo Ciałem się stało
   I mieszkało między nami.

     Z miłości do człowieka bezkresny Bóg dał się zamknąć w granicach ludzkich możliwości. 

    Syn Boży przyszedł na świat jako niemowlę z jego ograniczeniami. Choć na pewno mógłby pojawić się na świecie jako dorosły – niezależny od nikogo – człowiek. Bóg dobrze wiedział, że dziecko potrafi przełamywać w ludziach granice...

Ks. Mariusz Marciniak

Czy Jezus może narodzić się w "gospodzie mojego serca" na str. 2 - 3 nr 6/2020


 

ROZMOWA Z ABP. JÓZEFEM GÓRZYŃSKIM
Czy to spotkanie w Gietrzwałdzie jest pierwszym spotkaniem Księdza Arcybiskupa ze Wspólnotą Rodzin Katolickich z Problemem Alkoholowym?
Tak. W Gietrzwałdzie było wiele spotkań środowisk trzeźwościowych, w niektórych uczestniczyłem, ale na spotkaniu Rodzin Katolickich z Problemem Alkoholowym, i to jubileuszowym, jestem po raz pierwszy.
Jak Ksiądz Arcybiskup ocenia duchowość, którą charakteryzuje się ta Wspólnota. Czy jej droga duchowa ma szanse na dotarcie do szerszych kręgów trzeźwiejących alkoholików i ich rodzin, czy może być atrakcyjna dla współczesnego człowieka?
Powstaje pytanie, czy jest ona duchowością, która pomaga ludziom prowadzić życie duchowe w sytuacjach, w których się znaleźli? Tu pojawia się tego typu odpowiedź. My duchowości nie uprawiamy dla jakichś poszukiwań czy doznań. Tylko ma ona nas prowadzić do bliskości z Bogiem. Każdy powinien odnaleźć skuteczną drogę do Niego. Dla osób, które są uzależnione, często nie tylko od alkoholu, poszukuje się takiej drogi, która byłaby adekwatna do ich sytuacji. I to jest coś, co nie jest żadną nowością w Kościele, bo tego typu duchowość jest podejmowana już przez stulecia. My ten akcent postawiliśmy mocno. Oczywiście, nie dzisiaj, już przed laty. Zakroczymski Ośrodek Apostolstwa Trzeźwości jest tego najlepszym przykładem.
Kiedy większa część osób, które dziś uczestniczą w tym spotkaniu, była młodzieżą lub nie było ich na świecie, w Zakroczymiu problem trzeźwości był podejmowany. A wiemy, że ten Ośrodek nawiązuje do pewnej tradycji, do duchowości chociażby bł. Ojca Honorata Koźmińskiego, kapucyna, duchowego syna św. Franciszka. To jest duchowość, którą właściwie cały Kościół rozumie jako swoje zadanie. Trzeba ludzi prowadzić drogą duchową, drogą dojrzewania w wierze i także drogą do wolności, a nie do swawoli. Ten akcent wyzwalania się jest drogą duchową, droga w Duchu Świętym, czyli do wolności, którą daje Duch Święty.

 

ROZMOWA Z BP. TADEUSZEM BRONAKOWSKIM
Kiedy i gdzie Ksiądz Biskup poznał Wspólnotę Rodzin Katolickich z Problemem Alkoholowym?

   Od wielu lat, podczas posługi przewodniczącego Zespołu ds. Apostolstwa Trzeźwości i Osób Uzależnionych, spotykam się z licznymi wspólnotami troszczącymi się o trzeźwość. Jedną z nich jest Wspólnota Rodzin Katolickich z Problemem Alkoholowym, która ma swoje ogólnopolskie rekolekcje w sierpniu, w Gietrzwałdzie. Zawsze z wielką radością przyjeżdżam do tego miejsca, w którym sama Matka Boża zwróciła się do Polaków z prośbą o modlitwę różańcową i o zaprzestanie pijaństwa. Takie spotkania umacniają rodziny w wierze chrześcijańskiej i w cnocie trzeźwości. Umacniają także nas – kapłanów. Dają przeświadczenie, że troska o rodziny, troska o to, aby były Bogiem silne, jest naprawdę ważna. Jest konieczna dla rozwoju Kościoła i pomyślnej przyszłości naszej Ojczyzny.
Czy w dzisiejszym świecie idea trzeźwości może być atrakcyjna?
   Trzeźwość to nie tyle idea, ile normalny stan funkcjonowania człowieka we wszystkich jego wymiarach – fizycznym, psychicznym i duchowym. Nietrzeźwość jest czymś przeciwnym naturze człowieka i niesie za sobą określone szkody nie tylko dla jednostki, ale też dla całego społeczeństwa. Należy postawić pytanie: Dlaczego normalność wydaje się niektórym ludziom nieatrakcyjna, niemodna, nudna, a zło jest dla tak wielu pociągające? Żeby odpowiedzieć na to pytanie, trzeba byłoby szerzej omówić zagadnienie tajemnicy nieprawości, tajemnicy zła dokonującej się w życiu człowieka po grzechu pierworodnym. To, na co chciałbym zwrócić uwagę, to przede wszystkim na konieczność naszego sprzeciwu wobec kłamliwej promocji picia alkoholu. Wszechobecna reklama pokazuje młodych, pięknych, roześmianych ludzi, którym picie alkoholu pomaga w życiu. Daje im przyjaźń, szczęście, spełnienie marzeń. A jak jest naprawdę? Miliony krzywd, tragedii, chorób, przegrane życie doczesne
i groźba utraty życia wiecznego. To są trujące owoce nietrzeźwości...

Ciąg dalszy na str. 12 - 15 nr 6/2020

SZANSA, KTÓREJ NIE MOŻNA PRZEGAPIĆ

W Gietrzwałdzie w dniach 5-9 sierpnia tego roku odbyło się XXV ogólnopolskie spotkanie Wspólnoty Rodzin Katolickich z Problemem Alkoholowym pod hasłem „Rodzina Bogiem Silna”. Uczestniczyli w nim m.in.: matropolita warmiński abp Józef Górzyński oraz przewodniczący Zespołu ds. Apostolstwa Trzeźwości i Osób Uzależnionych przy Konferencji Episkopatu Polski bp Tadeusz Bronakowski. Z dostojnymi gośćmi jubileuszowego spotkania rozmawiała Danuta Ługowska OV.

TRANSGRESJA

BEZ GRANIC NIC NIE BYŁOBY JASNE I OKREŚLONE, SĄ ONE CZĘŚCIĄ NASZEGO ŻYCIA. NAWET OPIS STWORZENIA ŚWIATA W KSIĘDZE RODZAJU PRZEDSTAWIA TEN PROCES – JAKO WYZNACZANIE PRZEZ BOGA GRANIC ZJAWISKOM I ŻYWIOŁOM: „BÓG WIDZĄC, ŻE ŚWIATŁOŚĆ JEST DOBRA, ODDZIELIŁ JĄ OD CIEMNOŚCI (…). ODDZIELIŁ WODY POD SKLEPIENIEM OD WÓD PONAD SKLEPIENIEM” (RDZ 1,4.7).

    Nasze osobiste granice pozwalają nam być sobą i szanować odrębność innych. Z jednej strony nas od czegoś oddzielają, ale z drugiej tworzą przestrzeń, gdzie możemy czuć się bezpiecznie. Dlatego granicami zabezpieczamy choćby rodzinę, aby była oddzielona w pewnej mierze od reszty społeczeństwa, by granica gwarantowała odrębność i wolność, ale jednocześnie dawała możliwość nawiązywania relacji i wzajemnej inspiracji do działania.
   Stawianie i funkcjonowanie granic jest czymś normalnym i potrzebnym, problem pojawia się, gdy granice stają się nieprzepuszczalne i stają się murami. Mury są stawiane, by wprowadzać izolację, samotność i dystans między ludźmi. Ks. Romano Guardini, niemiecki teolog i sługa Boży, zauważył: „Prawdziwa granica jest jak skóra: oddycha, czuje, przewodzi z jednej strony na drugą” (Koniec czasów nowożytnych. Świat i osoba. Wolność, łaska, los. Kraków 1969, s. 145). Zatem, budowanie murów w każdym wymiarze jest wypaczeniem idei granicy i wyrazem lęku przed człowiekiem, przed światem.
Jeśli jednak rozumiemy granicę jako doświadczenie pewnego limitu i niemożności (bo przecież każdy z nas doświadcza swoich ograniczeń w wielu aspektach życia), to przekraczanie granic staje się dla nas wyzwaniem i drogą wzrostu. Wielkość człowieka możemy ocenić, widząc jak wiele ograniczeń i limitów, które go przytłaczały i blokowały, był w stanie przekroczyć i pokonać. Takie przekraczanie granic, by zrobić coś „lepiej”, osiągnąć „więcej” – określane bywa jako transgresja, a w języku teologicznym możemy mówić o transcendowaniu, czyli wychodzeniu poza siebie, poza własne granice.
  „Jeśli przekroczysz pewną granicę i nic się nie dzieje, to granica traci znaczenie” – te słowa amerykańskiej pisarki Lauren Oliver przypominają o tym, że prawdziwej transgresji musi towarzyszyć jakaś nowość, niespotykana „po tamtej stronie” jakość, którą osiąga się, przekraczając granicę.

 

Br. Łukasz Woźniak OFMCap

Więcej o przekraczaniu granic str. 20 - 23 nr 6/2020

 


 

MATKA I OJCIEC

W pismach św. Franciszka termin „matka” pojawia się wiele razy. Zaskakujący jest to, że św. Franciszek nigdy nie przypisywał sobie ani swoim braciom przymiotów ojca. Za to często łączył ze sobą i swoimi braćmi atrybuty matki. Podobnie w źródłach biograficznych szczególne miejsce zajmuje metafora matki i macierzyństwa, zastosowana do opisu relacji braterskich. Wczytując się w myśli Biedaczyny, odnosi się wrażenie, że powołanie franciszkańskie samo w sobie ma cechy bratersko-matczyne, a nie synowsko-ojcowskie (zob. Optatus van Asseldonk, 896).
Warto zwrócić uwagę, że w czasach Franciszka dominującym wzorcem relacji we wspólnotach monastycznych była więź synowsko-ojcowska. W Regule św. Benedykta wyeksponowana jest wyłącznie figura ojca-opata. Na czele klasztoru stał opat, który podobnie jak ojciec cielesny wychowywał i sprawował władzę nad powierzonymi mu mnichami – „synami”.
Opat był wybierany na całe życie oraz odgrywał wyjątkową i absolutną rolę przywódczą. Natomiast Franciszek proponuje swoim braciom zupełnie inny wzorzec. Przełożony ma być matką, która sprawuje swój obowiązek tylko przez pewien czas, i to nie w kluczu dominacji, ale w kluczu służby oraz delikatnej i troskliwej opieki. Franciszek chciał, aby sprawowanie władzy we wspólnocie odbywało się nie na zasadzie absolutnej władzy, ale żeby było formą wspólnej odpowiedzialnej troski. Chodziło więc w istocie o to, aby zastąpić obowiązujący model feudalny systemu zależności przedstawiany graficznie jako piramida – gdzie na szczycie znajdowały się najważniejsze osoby sprawujące władzę, a niżej posłuszni poddani – nowym modelem: kręgiem wzajemnej służby.
Dla opisania tego nowego modelu Biedaczyna będzie odwoływał się do fragmentów z Ewangelii, a zwłaszcza do sceny umycia przez Jezusa nóg Apostołom (J 13,1-15), a także do literatury rycerskiej, do przykładu Rycerzy Okrągłego stołu
(zob. Maranesi, 16).

W wizji Franciszkowej każdy brat powinien być dla swojego współbrata jak „matka”, która go „kocha i karmi”. Ta nowatorska idea znajduje się nie tylko w Regule dla pustelni, ale również w obydwu Regułach, które Biedaczyna przedstawił do zatwierdzenia Kościołowi. W Regule niezatwierdzonej czytamy: „I jak matka kocha i karmi swego syna, tak każdy niech kocha i karmi swego brata; Pan użyczy mu do tego swojej łaski” (1Reg 9,11). A w Regule zatwierdzonej: „I niech jeden drugiemu z zaufaniem wyjawia swoje potrzeby, jeśli bowiem matka karmi i kocha syna swego cielesnego, o ileż troskliwiej powinien każdy kochać i karmić swego brata duchowego!” (2Reg 6,8-9).
Warto zwrócić uwagę na dwa czasowniki występujące w tych tekstach, które opisują zadanie matki: kochać i karmić. Między dwoma czasownikami istnieje pewna ścisła relacja: kochać oznacza karmić oraz karmić oznacza kochać. Zaspokojenie „głodu” bliźniego to forma miłości, natomiast miłość rozumiana jako troska – jest prawdziwym i fundamentalnym pożywieniem, które powinno być udzielane drugiemu. Na marginesie warto zauważyć, że także w Pieśni Słonecznej św. Franciszek przedstawia ziemię jako matkę, która nas żywi i chowa: „Pochwalony bądź, mój Panie, przez siostrę naszą, matkę ziemię, która nas żywi i chowa, wydaje różne owoce z barwnymi kwiatami i trawami” (PS 9).

Jedynie matka odpowiednio kocha i karmi swoje dzieci, ponieważ chce, aby wzrastały i osiągały swoją autonomiczną dorosłość i zdolność do brania odpowiedzialności. Siłą sprawowania „władzy” przez matkę jest jej bezinteresowność oraz sfera zaufania, jaką roztacza nad swoimi dziećmi. Krótko mówiąc, metafora matki była najlepszym modelem zaproponowanym braciom do stworzenia ewangelicznej wspólnoty, która miała przypominać rodzinę, miejsce wzajemnej troski i zaufania, przestrzeń, w której można powierzyć się sobie nawzajem bez obawy, że zostanie się osądzonym lub odrzuconym (por. Maranesi, 38-39)...

 

Br. Daniel Kowalewski OFMCap

Więcej o modelu wspólnoty braterskiej w pismach św. Franciszka str. 24 - 27 nr 6/2020
 

WIĘCEJ AUTONOMII I SAMODZIELNOŚCI

PRZYJĘŁO SIĘ UWAŻAĆ, ŻE BRAK GRANIC W NASZYM ŻYCIU JEST CZYMŚ POŻĄDANYM. JEDNAK WARTO PAMIĘTAĆ, ŻE GRANICE FIZYCZNE – OKREŚLAJĄ I ODDZIELAJĄ NASZĄ PRZESTRZEŃ OD PRZESTRZENI INNYCH OSÓB, ZAŚ PSYCHICZNE – POZWALAJĄ NA ZACHOWANIE ODRĘBNOŚCI NASZEGO JA. JEST TO SZCZEGÓLNIE WAŻNE W PRZYPADKU NASZYCH RELACJI Z INNYMI, GDYŻ NIEKIEDY BRAK GRANIC BĄDŹ ICH ZBYTNIA SZTYWNOŚĆ MOŻE SKUTKOWAĆ OKREŚLONYMI KONSEKWENCJAMI.

Chciałbym zatrzymać się na przykładzie rodziny. Każda rodzina, składająca się z rodziców i dzieci, tworzy pewien system, w obrębie którego funkcjonują członkowie rodziny. Ten system jest oddzielony od świata zewnętrznego pewnymi psychicznymi granicami. Jeśli rodzina jest otwarta na inne osoby spoza rodziny – ma otwarte, przepuszczalne granice. Rodzina z kolei skoncentrowana na sobie, mająca nieustannie swoje tajemnice, do których nie dopuszcza innych, będąc rodziną zamkniętą,
posiada sztywne i nieprzepuszczalne
granice.
Ale granice istnieją też w obrębie samej rodziny. Najczęściej są to granice, jakie wyodrębniają się pomiędzy rodzicami a dziećmi. Opisał to kiedyś psycholog David Field w jednej z książek: Osobowości rodzinne. Zrozumienie korzeni swojej osobowości kluczem do zrozumienia siebie i innych. Stwierdził on, że w przypadku każdej rodziny można wyróżnić trzy rodzaje granic: sztywne, przepuszczalne i rozproszone.

NA PODSTAWIE GRANIC, JAKIE ISTNIEJĄ MIĘDZY RODZICAMI A DZIEĆMI, MOŻNA WYRÓŻNIĆ: RODZINĘ CHAOTYCZNĄ,
WŁADZY, NADOPIEKUŃCZĄ, UWIKŁANĄ I PRAWIDŁOWĄ...

Ks. Tomasz Sztajerwald

Więcej o granicach w rodzinie na str. 28 - 31 nr 6/2020

POCZUCIE BEZPIECZEŃSTWA W OTACZAJĄCYM NAS ŚWIECIE

GRANICE POZWALAJĄ NAM CZUĆ SIĘ BEZPIECZNIE I ROZWIJAĆ W OTACZAJĄCYM NAS ŚWIECIE. NATURALNIE WYZNACZAJĄ RAMY, W KTÓRYCH MAMY SIĘ PORUSZAĆ, WSKAZUJĄ , CO DOBRE, A CO ZŁE – NIE TYLKO W RELACJACH INTERPERSONALNYCH.

   Umiejętności stawiania granic potrzebują zarówno dorośli, jak i dzieci – aby właściwy sposób wzrastać, współpracować z innymi i wspólnie tworzyć świat, w którym funkcjonujemy. Nawet jeśli oczywiste są różnice indywidualne między nami, potrzebę granic mamy wszyscy. Jest ona uniwersalna, wszechobecna, mamy ją bez względu na kolor skóry, wyznanie, miejsce, w którym się pojawiamy. 

Dlaczego granice są ważne dla człowieka?
   Ich najistotniejszą funkcją jest to, że wyjaśniają, jak tworzyć i rozwijać pełne szacunku relacje z innymi ludźmi, zapobiegają codziennym konfliktom, co w rezultacie zmniejsza długofalowe napięcie i stres. Pozwalają budować, a nie niszczyć. Właściwe granice mają w sobie założenie: „ja jestem ok i ty jesteś ok“. Nie jest przegranym ten, który prosi, ani ten, który odmawia.
Nauka stawiania granic na każdym etapie życia wygląda nieco inaczej. I tak – wyznaczanie granic dzieciom przez rodziców może wydawać się im krzywdzące, często wzbudza w nich poczucie winy, jeśli nie dadzą dzieciom wszystkiego. Wyznaczane granice są jednak wyrazem miłości do dziecka, gdyż przygotowują je do życia w świecie, gdzie ludzkie potrzeby nie zawsze są zaspokajane, w którym trzeba brać pod uwagę granice innych ludzi. Dzięki temu zdobywamy wiedzę, która uchroni nas przed wieloma rozczarowaniami, urealnia nasze oczekiwania. Uczymy się odróżniać prośby od żądań...

 

Agnieszka Bochenek - Żelazny

Więcej na str. 32 - 34 nr 6/2020

  Dawno, dawno temu zrodziło się pragnienie. Przejrzyste niczym lśniący snop światła, krystaliczne jak kropla źródlanej wody. Ukryte niczym ziarno w żyznej ziemi nabierało kształtów, wzrastało, rwało się ku temu, by wydobyć się na powierzchnię.
Dziewicze jak pierwsze pąki, nieskalane jak pnące się w górę łodyżki. Dążyło do tego, by rozkwitnąć. Otwierało się nieśmiało niczym wczesne tulipany, dopiero odsłaniające swoje kruche płatki. Pielęgnowane w słonecznym zaciszu, kołysane delikatnym powiewem wiatru ufało dobremu światu, który je chronił. Już widziało siebie w tym świecie, wkomponowane weń jako unikalna cząstka. Wierzyło w harmonię tego świata – utkanie z niczym niezaburzonej materii tylko taką znało, taką się dzieliło. Płonęło coraz mocniejszym ogniem powołane ku jednemu – aby dawać siebie....

 

Anna Kaszubowska

Więcej na str. 35 nr 6/2020

PRZETRWA TYLKO TO CO DUCHOWE
 

Model chrześcijańskiego przekazywania wiary można by przedstawić symbolicznie, porównując go do przechodzenia przez kolejne drzwi do następujących po sobie „komnat” sanktuarium. W najświętszej komnacie mieszka Bóg, Przenajświętsza Trójca. Sanktuarium jednak nie jest czymś zewnętrznym. To nie jest budynek, a kolejne drzwi to nie jest tor przeszkód, który trzeba pokonać, aby zdobyć kolejne poziomy wiedzy czy doskonałości. Sanktuarium to przestrzeń „pomiędzy”. Najpierw pomiędzy sercem człowieka a Bogiem. Początkowo przechodzenie przez kolejne drzwi, czyli „bariery” stawiane bliskości, jest jakąś formą wzajemnego zbliżania się. Poznawania i przeżywania bliskości. Jednak z każdym następnym „krokiem” ku Bogu człowiek odkrywa, że przeznaczonym mu od momentu stworzenia miejscem jego duchowego życia jest przestrzeń pomiędzy Bogiem Ojcem a Synem Bożym. Przestrzeń wypełniona, przeniknięta ich wzajemną Miłością – Duchem Świętym. To jest nasza Ziemia Obiecana. To jest nasz raj. Dążymy więc do spotkania, do zjednoczenia, do udziału w życiu Trójcy Boskich Osób. Chociaż tej prawdy można doświadczyć przez uczestniczenie w każdym z sakramentów, to jednak najpełniej została nam ona objawiona w sakramencie Eucharystii. Jest ona tajemnicą narastającej obecności Boga, a kolejne jej etapy, stanowią jakby kolejne drzwi, przez które potrzebujemy przejść, aby tej bliskości i obecności Boga doświadczyć.
Do tego jednak potrzeba z naszej strony – uważności, pokory i odwagi...

 

Br. Michał Deja OFMCap
 

Więcej na str. 36 - 37 nr 6/2020

PRAGNĄCY BEZ GRANIC
Wtedy podeszła do Niego matka synów Zebedeusza ze swoimi synami i oddając Mu pokłon, o coś Go prosiła. On ją zapytał: «Czego pragniesz?» (Mt 20,20-21).

ZŁOŚĆ

   Małe dzieci w dużym stopniu są nierozdzielne z rodzicami. Nie czują własnych granic. Stopniowo jednak rozdzielają się i zaczynają istnieć jako odrębne jednostki. Czasami jednak proces wyodrębniania się może być – z różnych względów – zakłócony. W rezultacie w wieku dorastania, w relacjach mogą mieć skłonność do dążenia do zacierania swoich granic lub wprost przeciwnie: nadmiernie chronić swojej tożsamości. Inaczej rzecz ujmując: każdy z nas był dzieckiem i każdy może mieć problemy z granicami – swoimi i innych. W dorosłym życiu nie zawsze potrafimy określić granice swojego własnego terytorium, a jednocześnie może być nam trudno odczytywać granice innych.
  Czy jest wyjście z takiej sytuacji? Myślę, że tak, zwłaszcza wtedy, gdy zaczynamy od chronienia własnych granic. A to dlatego, że gdy nasze granice będą przekraczane, pojawi się w nas złość: jako emocja, która się wyraża w różnych zachowaniach. W związku z tym bardzo ważne jest, aby nauczyć się je odczytywać: dostrzec ręce zaciśnięte w pięści, zaciskającą się szczękę, przyspieszone tętno, nagły przypływ „złej” energii...

O złości na stronach 42 - 43 6/2020 pisze Rafał Stolarek

ZWYCIĘSTWO NIE ZALEŻY OD SIŁY WOJSK

W SANKTUARIUM ŚW. MICHAŁA ARCHANIOŁA I BŁ. KS. BRONISŁAWA MARKIEWICZA W MIEJSCU PIASTOWYM ODBYŁA SIĘ – 27 LIPCA 2020 ROKU – XVI OGÓLNOPOLSKA MODLITWA O TRZEŹWOŚĆ NARODU. TOWARZYSZYŁO JEJ HASŁO „SZCZĘŚLIWE DZIECI W TRZEŹWYCH RODZINACH”. EUCHARYSTII PRZEWODNICZYŁ METROPOLITA PRZEMYSKI ABP ADAM SZAL. HOMILIĘ WYGŁOSIŁ PRZEWODNICZĄCY ZESPOŁU KONFERENCJI EPISKOPATU POLSKI DS. APOSTOLSTWA TRZEŹWOŚCI I OSÓB UZALEŻNIONYCH BP TADEUSZ BRONAKOWSKI.

   Biskup Tadeusz Bronakowski w swoim wystąpieniu przypomniał m.in. sylwetkę bł. Bronisława Markiewicza, apostoła trzeźwości, którego metody działania zwalczające alkoholizm i jego skutki przetrwały próbę czasu. Jego zalecenia pielęgnowania abstynencji od spożywania alkoholu w ramach ówczesnych bractw trzeźwościowych są wciąż podtrzymywane z dobrym skutkiem przez braci kapucynów w OAT w Zakroczymiu. Większość istniejących zapisów w statutach kościelnych organizacji abstynenckich ma markiewiczowski rodowód. Mają na sztandarach jego ideę, którą wielokrotnie akcentował:
  „Polski pijanej, ciemnej, próźniaczej i hajdamackiej nie potrzebujemy, ale trzeźwej. Polska albo będzie trzeźwa, albo jej wcale nie będzie”.

 

Opracował Tadeusz Pulcyn

 

Więcej na str. 44 - 45 nr 6/2020