• Trzeźwymi Bądźcie

Przegrałam, żeby lepiej żyć (z nr 1/2020)



MIAŁAM 16 LAT, KIEDY ZACZĘŁAM SIĘ UPIJAĆ, NAJPIERW TYLKO W WEEKENDY. PÓŹNIEJ OKAZJE CZĘŚCIEJ SIĘ TRAFIAŁY. ALE MÓJ PROBLEM ZACZĄŁ SIĘ DUŻO WCZEŚNIEJ – W DZIECIŃSTWIE.


Wychowywała mnie babcia, ponieważ moi rodzice w pogoni za pieniędzmi wyjeżdżali ciągle do pracy za granicę. Miałam 13 lat, gdy się rozwiedli. Musiałam zostać z mamą, chociaż wolałam z ojcem.

Miałam ogromną złość i żal do nich obojga. Nie mogłam ich zachowań zrozumieć i nikt nawet nie próbował mi ich wytłumaczyć. Uczestniczyłam w bezsensownej wojnie pomiędzy rodzicami. Wtedy straciłam kontakt z ojcem. I do teraz nie wiem, co się z nim dzieje. A od tamtego czasu minęło już 15 lat.

Bardzo ciężko było mi bez ojca zwłaszcza w okresie dorastania. Jako nastolatka po raz kolejny byłam pod skrzydłami babci, która robiła wszystko, co mogła, żeby było mi dobrze. Natomiast mama stroniła ode mnie – stale wyjeżdżała za granicę i uciekała w alkohol. Nie odzywała się miesiącami, nie interesowała się mną, a ja za nią tęskniłam.

Czasem dopadała mnie zwykła bieda – nie raz brakowało pieniędzy. Do dzisiaj pamiętam smak smażonego (na margarynie) przez babcię chleba i kisielu na deser. Tę biedę zauważali również nauczyciele w szkole. Różniłam się od rówieśników ubiorem. Moja wychowawczyni z gimnazjum niejednokrotnie ośmieszała mnie przy całej klasie, ujawniając, z jakiej rodziny pochodzę. Znosiłam jakoś ten wstyd, ale narastał we mnie bunt i poczucie krzywdy.

Jako dziecko z rodziny z problemem alkoholowym nauczyłam się jednak nie czuć nic poza złością. Nauczyłam się nie kochać i nie wymagać. Natomiast na słowa krytyki pod adresem mojej rodziny reagowałam agresją – werbalną i niewerbalną. Bójki w szkole były na porządku dziennym. Na wezwania do szkoły mama i tak nie reagowała.

Jako nastolatka miałam na głowie matkę alkoholiczkę i chorą babcię. Zajmowałam się całym domem. Czasami chodziłam do nocnej pracy w cukierni. Pod koniec gimnazjum zaczęło się moje popijanie piwa zwłaszcza w okresie wakacji. To była moja ucieczka od problemów.

Gdy byłam w liceum, w domu odbywały się pijackie awantury mamy. Babcia była bezradna, a ja próbowałam – jak zwykle – udźwignąć wszystkie sprawy domowe. Ale to mi się jednak nie udawało. Sama zaczęłam często pić alkohol i brać narkotyki. Szkoła widziała, że coś jest ze mną nie tak, ale nikt nie próbował mi pomóc. Nauczyciele udawali, że nie widzą problemu, nie zauważali, że wyglądam jak wrak człowieka. Wychowawczyni, wręczając mi świadectwo ukończenia liceum, stwierdziła, że nic w życiu nie osiągnę, że nie wróży mi dobrej przyszłości.

Wiele lat nie czułam się kochana, nie czułam się potrzebna. A nadto, żyłam w przeświadczeniu, że mama pije przeze mnie i tylko ja mogę jej pomóc. Tak myślała też babcia. Upijanie się i ćpanie dawało mi odskocznię od wszystkiego, co sprawiało mi ból, co było dla mnie krzywdzące.

Jednak po czterech latach pijaństwa i ćpania znalazłam w sobie siłę, żeby się ogarnąć. Sama zgłosiłam się do ośrodka terapii uzależnień. Na początku czułam wielkie zagubienie, strach i bezsilność, które dopiero później umiałam nazwać. W moim lodowatym sercu tliła się iskierka nadziei, że dam radę wyjść na prostą, choć nie mam wsparcia w rodzinie. Najbliżsi mówili mi, że „przegrałam życie”. Okazało się potem, że przegrałam wiele, żeby więcej wygrać. Przegrałam, żeby lepiej żyć!

Nadzieja, której może nie do końca byłam świadoma, towarzyszyła mi od początku terapii. Nadzieję na realne, trzeźwe życie dawała mi moja terapeutka. I ta nadzieja trwa – jest ciągle obecna w moim życiu. Przez pierwsze miesiące była zmieszana ze strachem, że piekło uzależnienia może wrócić. Później przyszedł optymizm i radość ze świadomego, trzeźwego życia. Po kilku latach mogę śmiało stwierdzić, że trudna „praca” na drodze abstynencji i trzeźwości przyniosła dobre owoce. Nadzieja na lepsze życie pozwoliła mi wygrywać walkę z alkoholowym i narkotycznym głodem i problemami, których wcześniej nie byłam świadoma. Po kilku latach abstynencji jest łatwiej. W głowie jednak ciągle świeci się lampka, żeby nie zapomnieć, kim jestem. Wiele osób uzależnionych zmierzyła się z nawrotem, zapiciem. Ja też. Jednak miałam odwagę wrócić do trzeźwości i ostatecznie zawalczyć o swoje życie. Gdybym nie przestała pić i ćpać to już pewnie bym nie żyła.

Dziś mam swoje miejsce na ziemi. Czuję się w nim bezpiecznie. Znajduje się bardzo daleko od rodzinnego domu. Zawsze chciałam wyjechać i żyć jak najdalej od rodzinnych problemów.

Od 8 lat mieszkam za granicą. I niechętnie jeżdżę do domu, zbyt wiele złych rzeczy mi się tam przypomina. Jestem już daleko od dawnych domowych spraw. I jestem zadowolona ze swojego życia, ze wszystkiego, co udało mi się samej osiągnąć.

Na koniec chciałabym życzyć osobom z doświadczeniem podobnym do mojego – wiary w siebie (nawet gdy wątpią wszyscy dookoła), nadziei, determinacji w budowaniu trzeźwego życia, które jest naprawdę piękne.


Monika


Fot. Bartek Pulcyn

pobrane.jpg
logo OAT big.jpg
npz_logo.jpg