W STYCZNIOWYM NUMERZE
Zobacz też

UZALEŻNIENIA ZABIJAJĄ NADZIEJĘ

    Każdy brak miłości osłabia naszą nadzieję. Radykalne zagrożenie nadziei wiąże się z  popadaniem w  uzależnienia. Człowiek uzależniony oddala się bowiem od  miłości, a  przez to od radości. W tej fazie życia czyni to, czego sam nie chce. W obliczu śmiertelnego zagrożenia, w jakim się znalazł i jakiego sam nie rozumie, próbuje początkowo zastępować nadzieję naiwnym optymizmem, czyli myśleniem życzeniowym. Wmawia sobie, że nie jest uzależniony albo że w każdej chwili jest w stanie przestać pić alkohol, sięgać po narkotyk, uprawiać hazard, oglądać pornografię czy wyłączyć komputer. Gdy konsekwencje trwania w nałogu stają się coraz bardziej oczywiste i bolesne, gdy myślenie życzeniowe już nie działa, wtedy człowiek uzależniony przeżywa coraz większy lęk o swoją przyszłość i czuje się coraz bardziej bezsilny. Paradoksalnie to właśnie doświadczenie jest koniecznym warunkiem odzyskiwania nadziei, gdyż nadzieja płynie z prawdy, z odwagi konfrontowania się twarzą w twarz z twardą rzeczywistością...

Ks. Marek Dziewiecki

 

Więcej o zabijaniu nadziei przez uzależnienia oraz o tym jak tę nadzieję odzyskać na str. 8 i dalszych 

nr 1/2020...

CZY ISTNIEJE DLA DDA REALNA NADZIEJA? CZY MIMO DRAMATYCZNYCH DOŚWIADCZEŃ Z DZIECIŃSTWA, MOGĄ UWOLNIĆ SIĘ OD LĘKU, SMUTKU, ZŁOŚCI, WYOBCOWANIA, PERFEKCJONIZMU, PRZEWIDYWANIA PRZYSZŁOŚCI, DEPRECJONOWANIA SIEBIE, „WALKI” ZE SOBĄ I CAŁYM ŚWIATEM?

     DDA są jak żołnierze z różnych rodzajów sił zbrojnych; odnajdziemy pośród nich komandosów, artylerzystów, kawalerzystów, piechotę, wojska łączności, obrony wewnętrznej oraz ochrony pogranicza, wojska pancerne i wojska zmechanizowane, itd., itp. Różnie funkcjonują potem w dorosłym życiu – analogicznie do tego, co działo się z nimi w dzieciństwie. Jedne miały w swoim bagażu doświadczeń dorastanie w domu alkoholowym, inne wychowywały się bez ojca, bo je osierocił, albo z matką depresyjną, albo apodyktyczną... Czasami ojciec był katem, mimo że nie pił. Albo był nieobecny, niedostępny lub też autorytarny i z dnia na dzień krzywdził syna lub córkę. 

Ewa Jasik-Wardalińska

O DDA i o dorosłych dzieciach z innych rodzin dysfunkcyjnych przeczytasz więcej na stronie 16 

i dalszych nr 1/2020

 TERAPEUTA JEST OD TEGO, BY OSOBA, KTÓREJ POMAGA, MOGŁA ODKRYĆ TAK ZWANE PARADOKSALNE MĄDROŚCI, TO JEST UZNANIE BEZSILNOŚCI JAKO ŹRÓDŁA SIŁY, A TAKŻE PRZYZNANIE, ŻE Z ROZPACZY MOŻE WYŁONIĆ SIĘ NADZIEJA.

    ...Od  dawna smutek związany z  brakiem nadziei jest zapijany albo uśmierzany w inny destrukcyjny sposób. Postawę osoby uzależnionej określa brak perspektyw skutecznego rozwiązania istniejących problemów. Osoba taka, posiadając doświadczenie nierzadko wielokrotnych nieudanych prób walki z nałogiem, traci nadzieję na zmianę swego położenia. Na ogół przyjmuje postawę bierną. Bezczynne trwanie w sytuacji generującej negatywne stany emocjonalne wywołuje ruminacje – cierpienie psychiczne ulega spotęgowaniu. W obawie przed pogorszeniem i tak już złego stanu, stara się nie podejmować żadnych dodatkowych działań. Wszelkie aktywności budzą w niej silny lęk. Także wśród bliskich osoby uzależnionej niezwykle trudno jest utrzymać wiarę w możliwość zmiany jej sytuacji.

Barbara Czardybon

Więcej o rozbudzaniu nadziei w psychoterapii i terapii uzależnień przeczytasz więcej na stronie 20 

i dalszych nr 1/2020

ZADOWALAMY SIĘ NAMIASTKAMI WIECZNOŚCI?

  W obliczu niepewności, jaką niesie niespokojna teraźniejszość i zdominowana przez technologię bezduszna przyszłość, nadzieja staje się krucha. A  im bardziej kruszeje, tym intensywniej człowiek jej poszukuje – w  różnych miejscach rzeczywistości. Są tacy ludzie, którzy nadzieję pokładają wyłącznie w rozwoju nauki. Nadzieją dla nich jest ludzki intelekt, który próbuje tworzyć nie tylko superszybkie pojazdy, umożliwiające podróże w  kosmos, ale nawet i sztuczne życie czy sztuczną inteligencję bardziej wydajną niż ludzki umysł. To daje im poczucie, że przekraczają ograniczoność ziemskiej egzystencji człowieka. Dla wielu nadzieją jest technika – nanoczipy z polimerów, które będą się komunikowały z mózgiem i zwiększą intelektualne możliwości człowieka...

     ...Nadzieja na nieśmiertelność natomiast popycha człowieka do  poszukiwania specyfików przedłużających życie. Kremy, suplementy diety mają zapewnić nam wieczną młodość, dać nadzieję na wieczność. Skąd to uporczywe poszukiwanie wieczności i nieśmiertelności? Może z intuicji, że do wieczności jesteśmy przeznaczeni?...

      ...I  dopiero z  czasem zaczynamy odkrywać, że szukamy wieczności u  Boga, który jest sensem, znajdującym się poza nami – jest Odwiecznym Logosem. Tym, który daje prawdziwą nadzieję na  wieczność...

Monika Florek-Mostowska

 

Więcej w artykule zamieszczonym na stronie 26 nr 1/2020 

CO PRZYPINA NAM SKRZYDŁA?

Nadzieja umiera ostatnia (zamiast wyjść po angielsku), a  w  dodatku „spowalnia, ogranicza, omamia”. „A  taką miałam nadzieję, że on jednak… (cokolwiek)”. „Gdybym nie miał nadziei, że… już dawno bym…”. Tyle razy to słyszeliśmy, mówiliśmy, tyle razy hołubiliśmy nasze nadzieje na  coś nieziszczalnego – „przestanie albo zacznie coś robić, ogarnie się, wróci, odejdzie, doceni Co przypina nam skrzydła? Kolorowe pisanki nas, zauważy, zmieni się” – że doprawdy mamy pełne prawo czuć się niekiedy rozczarowani, rozgoryczeni, wręcz oszukani! Przez nadzieję. Steven King pisał nawet, że nadzieja to „najgorsze draństwo, jakie wyszło z puszki Pandory. No bo umówmy się: czyż nie żywiliśmy gorącej nadziei, że jednak będzie inaczej? Że się uda? A tu taki zawód. Do luftu z taką nadzieją!

     

Ewa Skórska

Więcej o wierze i nadziei na str. 29 nr 1/2020

KIEDY NADZIEJA NIE UMIERA?

Z JACKIEM RACIĘCKIM ROZMAWIA MONIKA FLOREK-MOSTOWSKA

 

         - Czy „12 kroków ku pełni życia” to program, który pomaga odbudować nadzieję?

Jednym odbudowuje, a innym dopiero wskazuje nadzieję, bo są ludzie, którzy dopiero w ramach programu odkrywają coś, co jest nadzieją. Moje doświadczenie warsztatowe mówi, że nawet osoby, które są w  relacji z  Bogiem, nie doświadczają prawdziwej nadziei, bo często pokładają ją w  innych ludziach. A  drugi człowiek nie jest w  stanie zaspokoić naszej nadziei. I to nas prowadzi do zawodu, do przekonania, że zawiedliśmy się na ludziach. I to nie ich wina. Ludzie często są w gotowości zrobienia dla nas różnych rzeczy, ale według własnego uznania. Tutaj dotykamy fałszywych przekonań czy fałszywego obrazu Boga, takiego, który sobie sami wytworzymy. Czasami dopiero wtedy, kiedy to odkrywamy, pojawia się prawdziwa nadzieja, czasami pierwszy raz w  życiu mamy świadomość, że nasze pragnienia mogą być naprawdę zrealizowane; odkrywamy prawdziwą naturę nadziei. Zatem, program „12 kroków…” jest dla tych, którzy nadzieję utracili, ale też dla takich, którzy czują się zawiedzeni, bo fałszywie rozumieją nadzieję i mają zafałszowany obraz siebie i Boga.

O programie "12 kroków ku pełni życia" i prawdziwej nadziei na stronach 36 - 37  nr 1/2020

MAŁE CUDA

       Zawsze uważałam, i  nadal uważam, że ważniejsze jest to, co robimy niż to, co mówimy. Niestety, żyjemy w  czasach, kiedy słowa są rzucane na wiatr. Często nie bierzemy odpowiedzialności za  to, co mówimy. Usprawiedliwiamy się: „przecież tak tylko sobie powiedziałam”, „nie to miałam na  myśli” lub: „nie mówiłam poważnie”. Oczywiście, nie chcę teraz nikogo zarzucić oskarżeniami, bo sama wiem, jak ciężko trzymać się danej obietnicy czy też precyzyjnie wyrazić to, co naprawdę chce się przekazać, bo przecież niekiedy to, co dla mnie jest białe, dla innych może być czarne. Mogę jednak z  całą pewnością powiedzieć, że w  relacjach, w wyrażaniu miłości i wiary ważniejsze są czyny niż słowa. A  jak jest z  nadzieją? Długo myślałam o  tym, co daje mi nadzieję i  doszłam do  wniosków, które mnie samą zaskoczyły. Czytałam jakiś czas temu książkę Reginy Brett pt. „Jesteś cudem”. Jest to zbiór 50 felietonów, które mówią o tym, jak niewiele potrzeba, aby coś w swoim życiu zmienić. W jednym z nich autorka opisuje, czym dla niej jest nadzieja i co ją w nadziei utrzymuje. Zapewnia, że nadzieję w niej budzą drobne rzeczy, którym na ogół nie poświęca się zbyt wiele uwagi. Pisze m.in. o pierwszych kwiatach na  łąkach, o  ptasich gniazdach z jajkami, z których lada moment wyklują się pisklęta, o roześmianej pannie młodej, fontannach, do których wrzuca się monety na szczęście. Zgadzam się z Reginą Brett. Małe rzeczy, drobne sprawy często budzą nieoczekiwaną nadzieję – odsłaniają przestrzeń zaufania, delikatności, piękna, miłości...

Aneta

Więcej o tym co inspiruje Anetę do  pielęgnowania w sobie wiary, miłości i nadziei na stronach 32 - 33

nr 1/2020

LICZY SIĘ "TU I TERAZ"

 Realna nadzieja jest dla mnie postawą. Co mam na myśli? Otóż, załóżmy, że wspomniane przeze mnie wcześniej stanowisko, którego pragnę, uznam za nieosiągalne. Nadzieję na objęcie tego stanowiska mogę w związku z tym uznać za nierealną. W tym momencie mógłbym się na siebie zezłościć, że bujam w obłokach, ale mogę też zrobić coś konstruktywnego – zastanowić się: jaka potrzeba kryje się za moją nierealną nadzieją? Czy w obecnej pracy osiągnąłem satysfakcjonujący mnie poziom rozwoju? Może potrzebuję do tego większego kontaktu z innymi ludźmi?          Może mam poczucie, że mógłbym awansować, ale w obecnej firmie nie mam takich możliwości? I czym jest dla mnie ów prestiż, który pojawił się podczas fantazjowania? Może czuję, że moja dotychczasowa praca jest niedoceniana?

      Te wszystkie pytania pomagają mi zejść na  ziemię. Nawet gdy pytania nie są trafione, to odpowiedzi prowadzą zazwyczaj do istoty sprawy: do nazwania potrzeby. A jeśli pomimo zadawania sobie pytań moja potrzeba nadal pozostaje zakryta, szukam kontaktu z drugim człowiekiem. Gdy podczas rozmowy z  nim mogę usłyszeć swoje odpowiedzi, rozpływa się mgła, która do tej pory była zawieszona pomiędzy mną a moją potrzebą. Przyznaję, że nie zawsze wyraźniejszy widok witam z radością, bo czasem jest to uczucie dokładnie odwrotne, ale niemal zawsze uznaję obraz, który się wyłania – jako wartościowy.

 

Rafał Stolarek

Więcej o realnej nadziei na stronach 30 - 31 nr 1/2020

pobrane.jpg
logo OAT big.jpg
npz_logo.jpg