ojciec.jpg
LATO
Z TRZEŹWYMI BĄDŹCIE

JEZUS WZOREM RELACJI

Fundamentalna postawa


  Zapytał kiedyś Jezusa uczony w Prawie: „Nauczycielu, które przykazanie w Prawie jest największe?” (Mt 22, 36). Jezus dał mu odpowiedź: „«Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem». To jest największe i pierwsze przykazanie. Drugie podobne do niego to: «Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego»” (Mt 22,37-39).

  Dla Jezusa to przykazanie nie było wiedzą teoretyczną, którą się dzielił z innym znawcą materii teologicznej, lecz było fundamentem całego Jego życia, wszystkich Jego decyzji, każdej Jego relacji. Wszystkie relacje Jezusa oparte są na miłości, czyli na Jego fundamentalnej relacji do Boga, umiłowanego Ojca, i na wypływającej z niej miłości do ludzi – dzieci tegoż Ojca.

Miłość do człowieka podporządkowana miłości do Boga


  Jezus wchodził w relacje z ludźmi, pragnąc tak pomóc im w rozwoju życia, by zmierzali jak najlepszą drogą do zbawienia. Pragnął, aby ludzie tak jak On odkryli Boga jako miłującego ich Ojca. Mówiąc inaczej, Jego pragnieniem było – jak to później powie św. Paweł – „by wszyscy ludzie zostali zbawieni i doszli do poznania prawdy” (1 Tym 2,4).

  To pragnienie wynika z Jego najgłębszej postawy serca, którą wyraża św. Jan, opisując ostatnią wieczerzę i gest umycia nóg apostołom przez Jezusa: „Umiłowawszy swoich na świecie, do końca ich umiłował”(J 13,1). Całe Jego życie na ziemi to droga miłości „aż do końca”.
  Umywając nogi apostołom, Jezus komentuje ten gest jako przykład do naśladowania dla Jego uczniów. A niedługo potem mówi, że daje im  przykazanie nowe, aby się wzajemnie miłowali tak, jak On ich umiłował. Widzieli tę Jego miłość na co dzień przy umywaniu nóg – i teraz jest to ich droga, wyzwanie do podjęcia. Ich wzajemne relacje mają na tym się opierać. A owocem wzajemnej miłości jest to, że właśnie po tym wszyscy ludzie poznają, że są Jego uczniami...

O. Tadeusz Hajduk SJ

 

Więcej o relacji bazującej na przykazaniu miłości na str. 12 - 15 nr 4/2020


 

PUŁAPKA SAMOTNOŚCI

Żyć to być w relacjach
Rodzimy się we wspólnocie, w społeczności i bez niej nie mamy szansy przetrwania ani też intelektualnego i duchowego rozwoju.
Relacje z innymi ludźmi to istota naszego życia. Gdy sami je oceniamy – czy jest ono satysfakcjonujące, czy jesteśmy w nim szczęśliwi – to przede wszystkim myślimy i analizujemy jakość naszych relacji z innymi, nie zapominając o relacji z samym sobą. Dobre relacje z tymi, pośród których żyjemy, przynoszą nam radość, motywują nas, dodają energii albo odwrotnie – frustrują i czynią nieszczęśliwymi.
Budowania relacji uczymy się przez całe życie. Na ich jakość mają wpływ m.in. doświadczenia emocjonalne w pierwszych jego latach, czyli to, co wynieśliśmy z rodzinnego domu; jak byliśmy traktowani przez rodziców i inne bliskie osoby. Wpływ na budowanie relacji ma także to, jak postrzegamy siebie oraz ukształtowane w nas przekonania o świecie i wartości, jakimi się kierujemy. Nie bez znaczenia jest język, jakim się posługujemy, intencje, z jakimi działamy, a nawet nasze zdrowie psychiczne i fizyczne. W każdym razie jako ludzie – bez względu na wiek – potrzebujemy nawiązywania emocjonalnych relacji z innymi. Dzieci potrzebują bezwarunkowej miłości i akceptacji, by móc się rozwijać, dorośli bez bliskich więzi nie potwierdzą swej wartości, nie spełnią się, zatrzymają się w rozwoju.
W dzisiejszym świecie teoretycznie nie możemy narzekać na brak możliwości relacyjnych. Każdy z nas bowiem przynależy do jakiejś społeczności, organizacji, instytucji, ale w istocie z nikim nie wchodzimy w relacje. Podobnie jest w rodzinie, wśród przyjaciół – nie poświęcamy sobie zbyt wiele czasu. Siedzimy w mediach i mamy wrażenie, że kontaktujemy się z całym światem, podczas gdy naprawdę stajemy się coraz bardziej samotni, tracimy zdolność do relacji z sobą i drugim człowiekiem.

 

Br. Łukasz Woźniak OFMCap

O współczesnych pułapkach samotności na str. 16 - 19 nr 4/2020

RELACJE BRATERSKIE

Istnieje wiele pojęć i tematów, które związane są z osobą św. Franciszka. Na przykład, rozpatrując kwestie ekologii, natychmiast myślimy o Biedaczynie i jego niezwykłej relacji ze światem przyrody. Rozważając temat ewangelicznego ubóstwa, automatycznie przychodzi na myśl jego życie w całkowitym zaufaniu Opatrzności Bożej. A gdy obserwujemy różne konflikty w świecie, przywołujemy Franciszkowe orędzie pokoju wyrażone w pozdrowieniu: „pokój i dobro!”. Pośród różnych pojęć franciszkańskich miejsce wyjątkowe zajmuje braterstwo. Kiedy mówimy o Franciszku, słowo „brat” obrazuje nam nie tylko relacje, jakie miał z braćmi we wspólnocie, ale również z całym stworzeniem. Można powiedzieć, że relacyjność Franciszka z otoczeniem miała jedyny w swoim rodzaju koloryt rodzinny, który na trwałe wpisał się w jego życie i stał się jego szczególną cechą. Dlaczego Franciszek nazywa współtowarzyszy braćmi? Wśród badaczy panuje zgodność, że w leprozorium (wśród ludzi chorych na trąd) zdobył umiejętność nawiązywania relacji z każdym człowiekiem. Obcowanie z osobami odrzuconymi, zmarginalizowanymi – nauczyło go patrzenia na bliźniego przez pryzmat wiary, która mówiła mu, że wszyscy mamy tego samego Ojca w niebie i stanowimy jedną wielką rodzinę Bożą.
 

Br. Daniel Kowalewski OFMCap

Więcej relacjach braterskich św. Franciszka na str. 20 - 19 nr 4/2020

 

 


 

TRUDNOŚCI EMOCJONALNE W RELACJI TERAPEUTA - PACJENT

  Zarówno w trakcie szkoleń psychoterapeutycznych, jak też w refleksji teoretycznej wiele miejsca poświęca się budowaniu i utrzymywaniu relacji terapeutycznej. Ma to swoje uzasadnienie, bowiem jak uważa Jeffrey Kottler, autor książki Skuteczny terapeuta: „Spośród wszystkich elementów, które moglibyśmy wymienić, żadnemu nie poświęca się równie wiele uwagi – zarówno w teorii jak i praktyce – co relacji między klientem a terapeutą. Jest to rodzaj spoiwa, które łączy wszystko, co robimy. Owocna, otwarta i pełna zaufania relacja jest po prostu najważniejszym warunkiem skutecznej psychoterapii” (s.57). Jeśli chcemy uniknąć trudności, trzeba najpierw umieć określić, na czym polega owocna relacja w pracy terapeutycznej.

  Rozumienie relacji terapeutycznej zależy od nurtu psychoterapii. Pomimo wielu różnic pomiędzy różnymi szkołami psychoterapii można z pewnym uproszczeniem przyjąć, że termin „relacja psychoterapeutyczna” (czy też krócej: „relacja terapeutyczna”) odnosi się do wszystkich elementów relacji interpersonalnej między psychoterapeutą a pacjentem, które mogą sprzyjać procesom pożądanych zmian w kierunku zdrowia i prawidłowego rozwoju. Oznacza to, że osoba korzystająca ze specjalistycznej pomocy terapeutycznej może osiągnąć złagodzenie objawów, rozwiązanie konfliktu, ukształtowanie odpowiednich postaw, zdobycie nowych umiejętności radzenia sobie z problemami – nie tylko wskutek zastosowania technik czy metod właściwych dla danej szkoły psychoterapii, ale także ze względu na jakość relacji międzyludzkiej pomiędzy pacjentem a terapeutą. „Badania wielokrotnie potwierdzały, że najważniejszym ze wszystkich czynników, które wpływają na wynik terapii, jest jakość relacji. Co więcej, wiadomo, że jeśli nie uda się zbudować relacji terapeutycznej podczas pierwszych sesji, później będzie to niemożliwe” (Heaton, 2004, s. 85-86).
  Dlatego tak ważne jest dobre szkolenie terapeutyczne, aby psychoterapeuta nabierał coraz większej świadomości tego, w jaki sposób buduje ze swoimi pacjentami odpowiednią relację. Pamiętając jednak, że wspomniana wyżej „jakość relacji” bywa niekiedy bardzo różnie rozumiana. Dla przykładu w nurcie humanistycznym od terapeuty wymaga się, aby miał postawę empatii i akceptacji czy funkcjonował jako autentyczna osoba. Z kolei w psychoanalizie taka relacja bardzo różni się od kontaktu naturalnego. Analityk dąży do tego, by maksymalnie kierować się racjonalnością, wyróżnia profesjonalną płaszczyznę kontaktu, a jego działania są zawsze ograniczone wiedzą psychoanalityczną. Nie odsłania więc swojej sfery emocjonalnej, unika pokazywania swoich przeżyć. Zatem łatwiej uniknąć trudności w relacji terapeutycznej, jeśli psychoterapeuta zaczyna od uświadomienia sobie, jaką relację chce budować i co chce przez taką relację osiągnąć.

Piotr Szczukiewicz

Więcej o trudnościach związanych z budowaniem i rozwijaniem relacji terapeutycznej na str. 24 - 29 nr 4/2020
 

OJCOWIE I SYNOWIE

Jestem synem swojego ojca i na biologicznym poziomie mojego życia nic tego nie zmieni. Przed odwiecznym prawem międzypokoleniowej wymiany genów nie można się uchronić. Może to być kolor oczu, kształt twarzy, sposób, w jaki się śmieję czy się poruszam; na pewno znajdę w sobie ślady podobieństwa do biologicznego ojca. I nie ma to znaczenia, czy jestem z tego podobieństwa dumny, czy przeżywam je jako wzbogacenie mojej osobowości, czy raczej jako obciążenie. Jestem „kością z jego kości i ciałem z jego ciała” (por. Rdz 2,23).
Oczywiście, ma to swoje przełożenie na to, czy dobrze się czuję w swoim ciele, czy nie. Czy będę poprawiał mankamenty ciała ojca w swoim ciele, czy też nie. Czy będę żył według zasady – nigdy nie będę taki jak mój ojciec, czy raczej według zasady – żeby być przynajmniej taki jak mój ojciec (odwieczna udręka syna, który nie potrafi wyrwać się ze szponów „ewolucji”, aby żyć własnym życiem). Czy jesteśmy tego świadomi, czy nie – i tak kryterium w poszukiwaniu własnej tożsamości i życiowej drogi będzie rodzony ojciec.

Br. Michał Deja OFMCap

Więcej o relacji ojciec - syn na str. 30 - 33 nr 4/2020
 

OJCOWIZNA

  Czekałam na ciebie, tato. Spójrz, wszystko przygotowane. Oto twoje umiłowane miejsce w fotelu, wykrochmalony bieżnik na stole, lśniące filiżanki z domowej zastawy. Herbata wciąż ciepła – w termosie, jak lubisz; nigdy nie ostygła, jak moje uczucia względem ciebie. Świeże tulipany w wazonie też jakby nigdy nie więdły, niczym niesłabnąca tęsknota za twoją obecnością. Teraz już nic nie odciągnie naszej uwagi. Usiądź, porozmawiajmy.
Na blokowisku, pośród ulicznego zgiełku, w kafejkach i na bulwarach, gdy rosa jeszcze szkliła się na trawie i gdy mrok spowijał miasto, gdy dzieci podbiegały z rodzicami do drzwi szkoły i gdy zasypiały utulone przez nich dobrze znaną kołysanką, gdy rozbłyskały świąteczne neony i gdy gasły wieczorne światła w pobliskich domach – szukałam ciebie z drżeniem, nagląco, nieustępliwie. Pochlebnymi rekomendacjami zewnętrznych autorytetów próbowałam zatrzymać na sobie – choć przez chwilę – twój rozbiegany wzrok. Wytrwale kolekcjonowałam plusy (nad)odpowiedzialności. Komponowany latami pakiet zasługiwania na miłość nie tylko dotkliwie mnie wyczerpał, ale i obrósł w dynamikę, by – manipulacyjnie skądinąd – zaskarbiać sobie coś, zjednywać kogoś.
Śniłam o tobie, tato...

Anna Kaszubowska

Ciąg dalszy na str. 34 nr 4/2020

SZANSA

  Pierwsze zachorowanie koronawirusem zanotowano 4 marca tego roku i od tamtego czasu dużo się w naszym kraju zmieniło. U mnie też. Podobnie jak wiele osób w Polsce pracuję z domu, co bardzo wpłynęło na mój codzienny sposób funkcjonowania. Znacznie częściej niż zwykle widzę twarze domowników, zaś twarze współpracowników widzę jedynie na ekranie komputera.   Mimo że w ciągu dnia mam dużo pracy, moje życie się uprościło. Prawie nie jeżdżę samochodem, liczba dotychczasowych „pozaetatowych” aktywności diametralnie zmalała. Okoliczności sprawiły, że tempo mojego życia spadło. Zauważyłem, że niemal z dnia na dzień wszedłem w nową rzeczywistość. Dzięki temu, że nie musiałem wstawać wcześniej, by omijać korki, zacząłem lepiej się wysypiać i, pomimo intensywnej pracy, mniej stresować.

  Niedawno, na spotkaniu internetowym, jedna ze znajomych osób powiedziała: „Denerwuje mnie to, że nie wiem, jak długo potrwa aktualna sytuacja. Ta niewiedza jest najgorsza”. Te słowa uświadomiły mi, że myślę inaczej: wiem, jak jest teraz i wiem, że nie wiem, co przyniesie przyszłość. I w tym sensie, mimo że okoliczności zupełnie się zmieniły, to niczym się to dla mnie nie różni od sytuacji z lutego tego roku. Wówczas również wiedziałem, że nie wiem, co przyniesie przyszłość. Tak jak wtedy nie przewidziałem koronawirusa, tak teraz nie przewidzę końca pandemii. Oczywiście, liczby zmian z nią związanych nie bagatelizuję, ale zauważam, że prawie wszyscy dość szybko adaptujemy się do nowych warunków...

Rafał Stolarek

O szansie jaką daje nam wymuszona izolacja i zwolnienie tempa życia na str. 38 - 39 nr 4/2020

pobrane.jpg
logo OAT big.jpg
npz_logo.jpg