MAJOWY NUMER
NA TRUDNY CZAS
Zobacz też

GŁĘBOKA WIARA DAWAŁA MU ODWAGĘ I WYTRWAŁOŚĆ

KARDYNAŁ STEFAN WYSZYŃSKI, KTÓRY KIEROWAŁ PRZEZ PONAD 30 LAT DZIAŁANIAMI KOŚCIOŁA W POLSCE W WARUNKACH DYKTATURY KOMUNISTYCZNEJ ORAZ SKUTECZNIE WYPEŁNIAŁ OBOWIĄZKI, KTÓRE DZIŚ PEŁNI CO NAJMNIEJ KILKU BISKUPÓW, MUSIAŁ BYĆ CZŁOWIEKIEM GŁĘBOKIEJ WIARY. WIELE POWIEDZIANO NA TEMAT GŁĘBI JEGO MODLITWY, NA TEMAT JEGO MIŁOŚCI DO NAJŚWIĘTSZEJ MARYI PANNY, JEDNAK WIARA PRYMASA TYSIĄCLECIA OBJAWIAŁA SIĘ TAKŻE W INNYCH ASPEKTACH, KTÓRE MIAŁY BEZPOŚREDNIE PRZEŁOŻENIE NA RZECZYWISTOŚĆ, KTÓRA GO OTACZAŁA, NA LOSY POLSKI, A CZĘSTO TAKŻE CAŁEGO KOŚCIOŁA.

  Niewzruszona wiara kard. Stefana Wyszyńskiego pozwalała mu na realizację wielu gigantycznych projektów duszpasterskich, mimo skrajnie niesprzyjających warunków realizowanych na skalę, na którą nie chcieli się odważyć hierarchowie działający w tak zwanym wolnym świecie.
  Mało kto dzisiaj pamięta, że główne przedsięwzięcie apostolskie Prymasa Wyszyńskiego – Wielka Nowenna Tysiąclecia Chrztu Polski wraz z następującym później Millenium Chrztu naszego kraju – było projektem zakładającym przeprowadzenie trwających dziewięć lat wielkich narodowych rekolekcji, które w skali niemal dekady organizowały pracę duszpasterską każdej parafii w Polsce. Prymas uważał, że taka okazja do wspólnotowego i indywidualnego rachunku sumienia jest dla Polaków konieczna, biorąc pod uwagę, że Polska poniosła gigantyczne materialne, ludzkie i moralne straty podczas II wojny światowej, że podlegała programowej ateizacji i komunistycznej indoktrynacji przez 20 ostatnich lat – od 1945 roku, a 
wreszcie, że jest uzależniona od Związku Sowieckiego, a jej liderzy przyzwyczajają się do moralności niewolników, nie ponoszących odpowiedzialności za swoje czyny...

dr hab. Paweł Skibiński

 

Więcej o niewzruszonej wierze Kardynała Stefana Wyszyńskiego na str. 10 - 11 nr 3/2020
 

JEŚLI SIĘ NIE ODRODZI SUMIENIE LUDZKIE, NIE BĘDZIE ŁADU SPOŁECZNEGO


Z ANNĄ RASTAWICKĄ – PRZEZ LATA NALEŻĄCĄ DO GRONA OSÓB NAJBLIŻSZYCH Z OTOCZENIA KARDYNAŁA STEFANA WYSZYŃSKIEGO, PROPAGATORKĄ NAUCZANIA PRYMASA TYSIĄCLECIA – ROZMAWIA DANUTA ŁUGOWSKA OV.

   Kiedy i w jakich okolicznościach po raz pierwszy spotkała się Pani z Księdzem Prymasem?
  To było 14 września 1952 roku podczas bierzmowania, zaraz po mojej Pierwszej Komunii Świętej w kościele na Kamionku w Warszawie. Miałam wtedy osiem lat. Wówczas trochę się bałam, czy nie będzie pytał z Katechizmu, ale Ksiądz Prymas zapytał tylko o imię z bierzmowania. Pamiętam jak dziś jego wysoką, majestatyczną postać emanującą dostojeństwem, a jednocześnie ciepłem, serdecznością.
  Potem przyszedł wrzesień 1953 roku. Wszyscy przeżywaliśmy smutek, gdy Ksiądz Prymas został aresztowany. Cała Polska modliła się za niego. Jako dzieci podejmowaliśmy różne zobowiązania, na przykład, że nie będziemy jeść słodyczy, żeby tylko Ksiądz Prymas wyszedł na wolność. Wielka radość ogarnęła nas, gdy po trzech latach w 1956 roku wrócił do Warszawy.
  Częściej spotkałam się z Księdzem Prymasem, gdy dołączyłam do Ruchu Apostolskiego Rodziny Rodzin, którego był duchowym opiekunem. Szczególnie w czasie uwięzienia Księdza Prymasa „Rodzina Rodzin” modliła się o jego uwolnienie. Na Jasnej Górze trwała nieustanna adoracja Najświętszego Sakramentu w Kaplicy Matki Bożej w tej intencji. Kiedy wyszedł na wolność, „Rodzina Rodzin” była jego oczkiem w głowie. Przez wiele lat jako członkini tego ruchu uczestniczyłam w spotkaniach opłatkowych i wielkanocnych z Księdzem Prymasem. Gdy zaś byłam już po maturze i wstąpiłam do Instytutu Prymasa Wyszyńskiego, miałam z nim coraz bliższy kontakt. A po skończeniu studiów pracowałam w jego siedzibie na Miodowej – aż do jego śmierci. Przez 12 lat byłam u jego boku dzień w dzień...

 

Więcej o Księdzu Prymasie Stefanie Wyszyńskim czytaj na str. 12 - 17 nr 3/2020

APOSTOŁ TRZEŹWOŚCI

CZY MOŻNA MÓWIĆ, ŻE PRYMAS TYSIĄCLECIA JEST APOSTOŁEM TRZEŹWOŚCI? TAK, TEN TYTUŁ – „APOSTOŁ TRZEŹWOŚCI” – MU SIĘ NALEŻY Z WIELU POWODÓW. NIE TYLKO JAKO PASTERZ KOŚCIOŁA W POLSCE GŁOSIŁ IDEĘ „PRZEZ ABSTYNENCJĘ WIELU DO TRZEŹWOŚCI WSZYSTKICH”, ALE RÓWNIEŻ REALIZOWAŁ JĄ PRZYKŁADEM CAŁEGO SWOJEGO ŻYCIA.

  Urodził się w 1901 roku w Zuzeli, miejscowości znajdującej się wówczas na terenie diecezji płockiej (diecezji łomżyńskiej, na terenie której dziś znajduje się Zuzela, jeszcze wówczas nie było). Tam też spędził dziecięce lata. Dlatego płoccy kapłani stanęli na początku jego życiowej drogi.

  Gdy miał 6 lat został ministrantem i zuzelski proboszcz ks. Antoni Lipowski przyjął od niego ministranckie przyrzeczenie abstynencji od napojów alkoholowych. Ślubowanie „całkowitej abstynencji do pełnoletności” (do 21 roku życia) złożył w wieku 10 lat, gdy przystępował do Pierwszej Komunii Świętej. Jego biografowie podkreślają, że był temu ślubowaniu wierny – do końca posługi kapłańskiej i biskupiej.
   W 1912 roku został uczniem gimnazjum im. Wojciecha Górskiego w Warszawie. Tam wstąpił do harcerstwa, którego członkowie mieli zakaz używania alkoholu.

Ks. Zbigniew Kaniecki

 

O apostolstwie trzeźwości Księdza Prymasa Stefana Wyszyńskiego czytaj na str. 18 - 25 nr 3/2020

WIARA RODZI SIĘ ZE SŁUCHANIA


WIARA JEST RZECZYWISTOŚCIĄ, O KTÓREJ NIGDY NIE MOŻNA POWIEDZIEĆ, ŻE SIĘ JĄ JUŻ POSIADA. WIARA TO CIĄGŁY PROCES, CIĄGŁA DYNAMIKA. DO SFERY WIARY NALEŻY PEWNOŚĆ, ALE I ZWĄTPIENIE, RADOŚĆ Z OTRZYMANYCH ODPOWIEDZI I JEDNOCZEŚNIE NIEPOKÓJ KOLEJNYCH NASUWAJĄCYCH SIĘ PYTAŃ.

    Wiara w życiu człowieka jest rzeczywistością bardzo bogatą, właściwie każdego dnia nią żyjemy, nawet o tym nie myśląc. Jeśli wiarę zdefiniujemy jako przyjmowanie czegoś z ufnością, oparcie się na czymś z pewnością, mimo że nie jesteśmy w stanie do końca sprawdzić czy kontrolować tego, na czym się opieramy (bo sami tego nie stworzyliśmy), zauważymy, że każdy z nas wciąż takie wierzenie realizuje w życiu. Mogę powiedzieć: „Wierzę, że w mojej chorobie mogą mi pomóc lekarze, którym ufam, bo mają odpowiednie wykształcenie i doświadczenie w podobnych przypadkach”. Natomiast, gdy chodzi o sprawy religijne, mówię: „Wierzę w Boga, w Jego istnienie i w Jego objawienie się w Jezusie Chrystusie, chcę przyjąć dar zbawienia”.

   Jedna i druga wiara wyraża zaufanie i powierzenie siebie. Wiara religijna różni się jednak tym, że potrzebuje świadków, wierzy się dzięki ich słowom; wiara chrześcijan rodzi się ze słuchania, jest posłuszeństwem usłyszanemu słowu. Wiara – ukazana w Biblii
– jest więc zaufaniem okazanym apostołom i uczniom Pana, których uważamy za osoby wiarygodne; to zaufanie angażuje całego człowieka. Musi być w tym również zaangażowanie naszego intelektu, aby poprzez usłyszane słowo i analizę znaków dojść do niewidzialnej rzeczywistości.

  Ks. Dariusz Piórkowski (Co znaczy – wierzyć?) zauważa, że wiara chrześcijańska ma charakter osobowy, wierzy się komuś (Bogu i Jego świadkom), a nie tylko wierzy się w coś, w jakieś prawdy. Wiara jest zaufaniem – Bogu, Jego słowu i słowu apostołów – oraz zaangażowaniem, wejściem w relację. Św. Jan pisze: „To wam oznajmiamy, cośmy usłyszeli o Słowie życia, co ujrzeliśmy własnymi oczyma, na co patrzyliśmy i czego dotykały nasze ręce – bo życie objawiło się” (1J 1,1-2).

Br. Łukasz Woźniak OFMCap

 

Więcej na str. 26 - 31 nr 3/2020
 

BÓG KOCHA NIEODWOŁALNIE I MĄDRZE (CZ. 2)


BÓG JEST MIŁOŚCIĄ. KOCHA NAS ZA NIC, CZYLI BEZWARUNKOWO, I NIGDY NIE PRZESTANIE KOCHAĆ. JEDNOCZEŚNIE KOCHA NAS MĄDRZE, GDYŻ NIE JEST NAIWNY I NIE POBŁAŻA ZŁU.

    Prawdę o nieodwołalnej, miłosiernej, a jednocześnie mądrej miłości Boga do grzeszników w precyzyjny sposób wyjaśnia Jezus w przypowieści o marnotrawnym synu i o jego ojcu, który jest symbolem samego Boga (por. łk 15, 11-32). Jest to historia młodego człowieka, który daleko odszedł od Boga, całkowicie zagubił się i który w konsekwencji ryzykował popadnięcie w rozpacz.
 

Jak reagować na odejście kochanej osoby?
  Syn, który nie odpowiada miłością na miłość ojca, opuszcza rodzinny dom i uważa, że ma rację. Jest przekonany, że będzie szczęśliwy. W rzeczywistości okazuje się jeszcze jednym „nowoczesnym” i „postępowym” głupcem, który zaczyna funkcjonować w świecie miłych – początkowo – fikcji i podąża za toksycznymi iluzjami szczęścia.
  Jest głupcem z tego powodu, że szuka szczęścia tam, gdzie go nie można znaleźć. Czyni to, co łatwe i przyjemne zamiast tego, co dobre i mądre. Szybko jednak przekonuje się o tym, że na tej drodze nie będzie szczęśliwy. Po oczarowaniu rozrywkowym stylem życia, przychodzi zupełnie zaskakujące go i skrajnie bolesne rozczarowanie. Droga do szczęścia bez Boga i bez miłości okazuje się drogą do poniżenia, głodu i osamotnienia. Aby w tej sytuacji przeżyć, marnotrawny syn godzi się być najemnikiem i paść świnie. Odchodząc od kochającego
ojca, łudził się, że idzie w kierunku ziemi obiecanej, którą sobie wymarzył. W rzeczywistości zgotował sobie piekło na ziemi.
  W tak dramatycznej sytuacji rodzice tej ziemi zwykle nie wiedzą, w jaki sposób postępować wobec błądzącego, jak mu pomóc, w jaki sposób okazywać mu miłość.

  Trudno jest kochać kogoś, kto nie kocha nawet samego siebie. Większość bliskich kieruje się wtedy uczuciami zamiast miłością, a przez to popada w skrajne postawy. U jednych zwycięża rozżalenie, gniew, złość. Wyrzekają
się błądzącego. Przeklinają go i przekreślają na zawsze. Nie pozwalają mu wrócić. Informują go, że nigdy mu nie przebaczą i że nie ma prawa do powrotu. Inni rodzice popełniają błąd przeciwny, czyli za wszelką cenę usprawiedliwiają błądzącego. Okazują się
naiwni. Wymyślają tysiące okoliczności „łagodzących”, byle tylko wmawiać sobie, że w sumie nic bardzo złego się nie stało. Czynią wszystko, aby błądzący nie ponosił konsekwencji swoich błędów i nie cierpiał. W konsekwencji tworzą mu komfort dalszego błądzenia i trwania w grzechu.

  Ojciec z przypowieści Jezusa nie wpada w żadną z tych skrajności. Nie kieruje się emocjami. Dzięki temu nadal kocha swojego
syna. Nie przekreśla go, ani nie rozpieszcza. Nie mści się na nim, ale też nie udaje, że nic złego się nie stało. Cierpi,
a mimo to daje synowi znaki miłości. Wychodzi na drogę. Wypytuje znajomych o los syna, a ci informują syna o znakach
miłości ojca. Jednak w swojej mądrości ojciec nie czyni niczego więcej. Wie, że największym problemem nie jest to, że syn cierpi, lecz to, że błądzi.

 

Ks. Marek Dziewiecki

 

Więcej o mądrze kochającym ojcu i jego marnotrawnym synu na str. 32 - 39 nr 3/2020
 

PÓJDŹ ZA MNĄ

DOKĄD ZMIERZAMY, JAKI JEST NASZ CEL? SKĄD CZERPAĆ SIŁY, ABY DOBRZE ŻYĆ? TE I INNE PYTANIA ZADAJEMY SOBIE CZĘSTO. A JEZUS MÓWI: „PÓJDŹ ZA MNĄ”. ŚWIĘTY JAN WYJAŚNIA (J 21, 1-19), DLACZEGO POWINNIŚMY PÓJŚĆ ZA CHRYSTUSEM.

Zmartwychwstały Jezus ukazuje się w Galilei uczniom. Ewangelista podkreśla, że jest ich siedmiu. Liczba ta ma charakter symboliczny, wskazuje na pełnię; na wszystkich uczniów Jezusa, na cały Kościół. Pięciu spośród uczniów zostaje zidentyfikowanych (Szymon Piotr, Tomasz zwany Didymos, Natanael, dwaj synowie Zebedeusza), natomiast brak podania imion dwóch uczniów może być zachętą dla czytelników Ewangelii, aby utożsamić się z jednym z nich.


„Dzieci, czy macie co na posiłek? Odpowiedzieli Mu: Nie. On rzekł do nich: Zarzućcie sieć po prawej stronie łodzi, a znajdziecie”.
Jezus poleca uczniom zarzucić sieci. Łowili całą noc, bo, jak się dowiadujemy z innych podań, wiedzieli jako fachowcy, że najlepsze wyniki połowu są w nocy, a nie w dzień, ale jednak zarzucili sieć na polecenie Mistrza „i z powodu mnóstwa ryb nie mogli jej wyciągnąć”.

Posłuszeństwo słowu Jezusa powoduje, że połów ryb jest obfity. To wydarzenie przypomina nam Kanę Galilejską, gdzie posłuszni Jezusowi słudzy nalali do dzbanów wody, która stała się winem. Albo rozmnożenie chleba: Jezus nakarmił pięcioma bochenkami pięć tysięcy ludzi. Przypomina nam to również zdanie Jezusa w innym miejscu Ewangelii św. Jana: „Ten bowiem, kogo Bóg posłał, mówi słowa Boże: a z niezmierzonej obfitości udziela [mu] Ducha” (J 3,34).

Br. Mariusz Zacharkiewicz OFMCap

 

Dlaczego powinniśmy iść za Jezusem? - więcej na str. 40 - 41 nr 3/2020

DUCHOWOŚĆ I PSYCHOTERAPIA

SZUKAJĄC DROGI KU SAMOSPEŁNIENIU, MOŻEMY SIĘ ZASTANAWIAĆ: JAKA SIŁA NAMI KIERUJE I DLACZEGO CIĄGLE WPADAMY W PUŁAPKI ZALEŻNOŚCI OD KOGOŚ LUB CZEGOŚ? DLACZEGO UCZYMY SIĘ ŻYCIA, STALE TRENUJĄC – „PADNIJ, POWSTAŃ”?

  Przed laty, kiedy uczyłam się psychoterapii uzależnień, powszechnie uważano, że w pracy z pacjentami nie powinno się mieszać ścieżki duchowej z psychoterapeutyczną. W praktyce okazało się to niewykonalne. Pacjenci nie chcieli
takiego rozdzielenia. Uparcie powracali do wątku duchowej pustki, poczucia jałowości codziennych rytuałów, tęsknoty za doświadczeniem tajemnicy i świętości życia.

  Alkohol i inne nałogi karmią (przynajmniej na początku) głód ekscytacji i zachwytu, które są naturalnymi i cudownymi uczuciami, kiedy jako dziecko odkrywasz i poznajesz coś nowego. Te pragnienia i tęsknoty czają się pod podszewką zgłaszanych w terapii objawów: a to ktoś przestaje pić, ale zaczyna się objadać lub odpływać w niebyt przez kolejne zakochiwania
się „na śmierć i życie”, a to ktoś przestaje uprawiać hazard, ale przestaje też „normalnie” żyć, rozwijając objawy depresyjne, ktoś inny zamienia palenie na kompulsywne zakupy i tym podobne.

  Ludzie przychodzą na terapię, trzeźwieją i uskarżają się na nudę, monotonię i trud życia. Carl Gustaw Jung w liście do Billa W. pisał: „Pragnienie alkoholu jest na niższym poziomie wyrazem duchowego pragnienia całkowitości istnienia…jest tęsknotą za jednością z Bogiem”. 

  Istnieje pokusa wśród terapeutów i pacjentów, by nałogowe zachowania sprowadzać wyłącznie do mechanizmów uzależnienia, czyli wyuczonych nawykowych procesów manipulowania emocjami. Tymczasem sny i fantazje osób uzależnionych pełne są Aniołów i demonów. Alkoholicy nierzadko opowiadali mi o swoich wizjach i rozmowach z Bogiem... 

Agnieszka Bartoszewicz

Jak znaleźć samospełnienie? - więcej na str. 42 - 43 nr 3/2020

DOBRY TERAPEUTA DDA

ZNALAZŁAM WSPARCIE TERAPEUTY, KTÓRY NAJPIERW POMÓGŁ MI ZROZUMIEĆ SIEBIE I ODNALEŹĆ CHĘĆ DO ŻYCIA. BYŁ WYMAGAJĄCY, SUROWY, A ZARAZEM WYROZUMIAŁY. POTRAFIŁ BYĆ PRZYJACIELEM, NAUCZYCIELEM I TOWARZYSZEM. DZIĘKI NIEMU POTRAFIĘ RADZIĆ SOBIE Z WSZYSTKIMI PROBLEMAMI I CIESZYĆ SIĘ KAŻDYM NOWYM DNIEM.

  Z pytaniem – jakie cechy powinien posiadać dobry terapeuta DDA? – zwracam się do Anny Seweryńskiej superwizora Polskiego
Towarzystwa Psychologicznego, założycielki Szkoły Psychoterapii DDA, prezes Stowarzyszenia Od- Do.
  – Powinien być – mówi z przekonaniem – otwarty, życzliwy, uczciwy, szczery, uważny… Powinien posiadać wszystkie te cechy, które pozwolą osobie w kryzysie emocjonalnym, życiowym, z nasilonymi objawami lękowymi, w stanie bezradności – poczuć się bezpiecznie, poczuć, że jest szanowana, ważna dla terapeuty i rozumiana przez niego. Przy tym terapeuta powinien być zawsze w zgodzie ze sobą i dbać nie tylko o swój rozwój intelektualny, ale też, korzystając w pełni
z życia, umieć radzić sobie z własnymi kryzysami, które mogą go spotkać. To rokuje dobrą relację terapeutyczną.
  – Dla DDA – dopowiada Rafał, który ma za sobą kilka etapów zdrowienia – często jest to pierwsza szansa na dobrą, zdrową relację. Co to oznacza, że relacja jest zdrowa? To, że możemy w niej być autentyczni – ja i terapeuta. Ci terapeuci, którzy próbują być dla pacjenta białą kartą, nie uzyskują dobrych rezultatów w terapii. DDA potrzebuje wsparcia żywego człowieka, który wnosi do relacji to, co w niej przeżywa, ale ma też pełną akceptację dla zachowania pacjenta. Terapeuta powinien być – nazwijmy to – figurą dobrego rodzica. Powinien opiekować się pacjentem, towarzyszyć mu na drodze rozwoju, a w sprawach dla niego niezrozumiałych, kontrowersyjnych – dotyczących pacjenta – nie odrzucać go, mimo że może przeżywać złość w kontakcie z nim. Pacjent może mieć trudność w przyjęciu emocji terapeuty, ale właśnie w tej relacji uczy się być w kontakcie z uczuciami, uczy się je wyrażać i przyjmować. Dobry terapeuta tematy trudne, wywołujące silne emocje, powinien podejmować w stosownej formie i w bezpiecznych dla obu stron warunkach. Bo to, co zdarza się pomiędzy terapeutą a pacjentem, zdarza się w jego życiu codziennym. Zatem, jeśli pacjent przerobi trudny temat z terapeutą, będzie miał szansę poprawić jakość swoich relacji z innymi poza gabinetem.

Tadeusz Pulcyn

 

 

Czym powinien charakteryzować się dobry terapeuta? - więcej na str. 44 - 45 nr 3/2020

pobrane.jpg
logo OAT big.jpg
npz_logo.jpg